to był mój pierwszy obóz harcerski. do drużyny nalezałam juz wcześniej, ale ze względów zdrowotnych na obozy jeździć nie mogłam.
bawiłyśmy się chyba w jakies czarownice, a przynajmniej z tego zapamietałam Efkę (miała do stroju obrzędowego pomalowany na czarno ząb). tej samej Efce udało się na tyle opuścić wartę że harcerze zdołali zamurowac nam bramę
pamietam tez że pierwszej nocy był straszny deszcz i przewróciły się nam zapałki od namiotu. obudziłam się z mokrym namioten na twarzy. poza tym trzeba było okopać namiot dookoła, żeby sie nie narobiło pełno błotka w środku.
cóż jeszcze. wiem, że zastep Efki kopał latrynę i budował mercedesa, a my stawiałyśmy maszt i robiłyśmy suszarnię.
no i nie zapomne biegu biszkopta. na dzień dobry zobaczyłam nad sobą budzącą mnie Milenę, jak tylko zaczęłam biec po wyznaczonej trasie Piotrek "Kotos" zrobił mi zdjęcie, oczywiście z fleszem, więc straciłam na dłuzszą chwilę kompletnie widocznośc. kazali biec prosto i biegłam... na czuja. Maciek Mytyk, któremu na tym obozie liczyłyśmy zdobywane "sympatie" wyskakiwał z krzaków i straszył. musiałam też zjeść jakąś koszmarną papkę
